Na tej grupie wrzucamy pytania, które sprawiają trudność innym, dajemy wyjaśnienia i można pytać o wszystko co związane z egzaminem. Zapraszamy.
sierpień 2026 · Ewelina · 10 min czytania
Dzieliłam się tym już wcześniej, w kilku rozmowach i w kilku miejscach, ale temat wraca, więc zbieram wszystko w jednym tekście. Zdawałam 4 lipca 2026 i zdałam 🙂
Historia zaczęła się dużo wcześniej i dość prozaicznie. Miałam przed sobą postępowanie kwalifikacyjne i chciałam po prostu porozwiązywać jakieś testy, żeby wiedzieć, na czym stoję. I nie znalazłam nic, co by mi odpowiadało.
Korzystałam z kilku serwisów z testami, przerobiłam w nich trochę pytań, ale brakowało mi pewności, czy to, co ćwiczę, wygląda jak prawdziwe zadanie. Zwłaszcza w części umiejętnościowej, bo prawdziwe arkusze nie są publikowane, więc można wykuć cały zakres materiału i nadal nie być przekonaną, czy trafiło się w format. A format to w tej części właściwie całe zadanie.
Skończyło się tak, że Michał zrobił mi appkę do ćwiczenia. Na jeden egzamin, dla jednej osoby, w jeden wieczór. Potem zaczęli z niej korzystać inni i to się rozkręciło samo. Widzieliśmy nawet osoby, które uczyły się w przerwie między częściami egzaminu. To było dla nas mega miłe.
Appka jest dostępna tutaj: egzamin.kutra.pl/na-urzednika-mianowanego-ksap
I teraz sedno. Wszyscy pytają mnie o jedno: czy te testy odpowiadają poziomem prawdziwemu egzaminowi. To dobre pytanie i zasługuje na uczciwą odpowiedź, a nie na "no jasne, że tak".
Odpowiedź jest podzielona i w skrócie brzmi tak.
Niżej opisuję, jak było - między innymi to zdziwienie w trakcie egzaminu, gdy część umiejętnościowa skończyła się, zanim dobrnęłam do osiemdziesięciu procent pytań. Spoiler: zarządzanie czasem jest tu bardzo istotnym tematem.
Egzamin to dwie osobne części tego samego dnia, z przerwą pomiędzy. Najpierw sprawdzian umiejętności - w edycji 2026 sześćdziesiąt pytań na sześćdziesiąt minut. Potem sprawdzian wiedzy - dziewięćdziesiąt pytań na dziewięćdziesiąt minut. Czyli średnio minuta na pytanie i nie ma tu żadnego zapasu, o czym napiszę niżej, bo to była dla mnie najważniejsza lekcja z całego dnia.
Kalkulatora nie ma, a w części umiejętnościowej są zadania liczbowe. Nie są trudne matematycznie, ale trzeba to policzyć w głowie albo na brudno, pod presją czasu. Warto sobie to wcześniej poćwiczyć bez telefonu pod ręką, bo odruch sięgnięcia po smartfon jest silniejszy, niż się wydaje. Dopiero wtedy zrozumiałam dlaczego użytkownicy naszej appki pisali w feedbackach, że jako pozytyw wskazują "możliwość kontroli czasu".
Dwie części sprawdzają zupełnie różne rzeczy i to też jest coś, co dobrze wiedzieć zawczasu. Wiedzowa to klasyczne "umiesz albo nie umiesz" - prawo, administracja, finanse publiczne, sprawy społeczno-ekonomiczne, polityka zagraniczna, organizacja służby cywilnej. Umiejętnościowa nie sprawdza wiedzy w ogóle. Tam się rozpoznaje schemat rozumowania, więc wkuwanie nic nie da, a ćwiczenie typów zadań daje bardzo dużo. Trochę jak z testami na inteligencję, tylko pod presją czasu.
Zakres był trafiony. Powtarzałam przed egzaminem dokładnie to, co mieliśmy w appce, i ani razu nie miałam poczucia, że uczę się czegoś obok tematu. Forma też się zgadzała, bo ta część to już tylko jednokrotny wybór.
Część pytań na egzaminie brzmiała znajomo, a kilka było praktycznie tym samym pytaniem w innym opakowaniu.
Nie podam procentów, bo nie robiłam notatek w sali i nie chcę wróżyć z pamięci. Ale to nie było wrażenie "a, coś się przewinęło". To było "o, to już widziałam".
Co do samego materiału, jedna uczciwa uwaga: zabrakło mi jakiegoś tygodnia nauki, bo życie się wtrąciło. Więc jeśli mój wynik cokolwiek pokazuje, to raczej to, że materiał był właściwy, a nie że przerobiłam go do końca.
Później dosypały się do tego opinie innych osób po tym samym egzaminie i tam też wiedza wypada dobrze. Ktoś napisał wprost, że trafiliśmy z tematami bezrobocia i pomocy społecznej oraz z częścią pytań statystycznych. Zatem nie jest to tylko moje wrażenie.
Skuteczność użytkowników wg dziedziny (cz. II - wiedza)
Dane z ponad 31 000 odpowiedzi w appce. Więcej na stronie statystyk.
I tu muszę powiedzieć to, co mówię każdej osobie, która pyta: nasze zadania dobrze uczą zasad, ale nie wszystkie odwzorowują trudność prawdziwego arkusza.
To nie skromność ani spuszczanie oczu. To wniosek z trzech niezależnych źródeł, które powiedziały to samo, nie znając się nawzajem. Pierwsze to ja i moja pamięć z sali. Drugie to ankieta, którą wypełniły osoby po tym samym egzaminie. Trzecie to opinia kogoś, kto przerobił u nas kilkadziesiąt pytań i napisał nam bardzo konkretnie, co jest za proste. 🙇 Dziękujemy za ten feedback.
Czyli appka pomaga się uczyć, ale nie straszy tak, jak straszy prawdziwy arkusz. Wolę to napisać sama, niż udawać, że tego nie widzimy.
I co najważniejsze: Michał poprawi to pod egzamin w 2027 i podniesie poziom, bo teraz już wiemy z czym to się je.
Wykresy. Tu było jeden do jednego. To samo czucie zadania, ta sama robota do wykonania, żadne zaskoczenie. Ktoś z ankiety napisał dokładnie to samo, całkiem niezależnie ode mnie - że wykresy bardzo odpowiadały tym z egzaminu. To jest odwzorowanie, którego nie ruszamy.
Sylogizmy. Na egzaminie pojawiły się warianty i z dwiema, i z trzema przesłankami, czyli forma, którą znałam z ćwiczeń. Nie zdziwiłam się konstrukcją zadania ani sposobem, w jaki trzeba je czytać. Co do samej trudności - o tym za moment, bo tam jest niuans.
Zakres typów zadań. Nie było na egzaminie żadnej kategorii, o której nie wiedziałabym, że istnieje. Osiem typów zadań i wszystkie znałam z appki. To brzmi jak drobiazg, a to jest połowa spokoju na starcie: wiesz, co się może pojawić, więc nie tracisz sekund na "co to w ogóle jest".
Zadania z figurami. To był mój najgorszy moment całego dnia. U nas zależności między figurami są proste, a na egzaminie były naprawdę skomplikowane - kilka cech zmieniających się jednocześnie, reguły, których po prostu nie widziałam.
Ktoś z ankiety opisał je słowem "kosmiczne" i to jest dokładnie to słowo, którego bym użyła.
Gdybym mogła cofnąć czas i poćwiczyć jedną rzecz, to właśnie tę.
Analogie. Konstrukcja była jak u nas, ale treść zupełnie inna. My mamy analogie prawnicze i dość czyste, a na egzaminie ciągnęli z niszowych, życiowych dziedzin. Utknęło mi zadanie z tkactwem: ziarno prowadzi do chleba, więc krosno prowadzi do czego. Trzeba po prostu wiedzieć, co robi krosno. Ani to trudne logicznie, ani niesprawiedliwe - tylko zupełnie nie z tej półki, na którą się nastawiłam.
Pięć odpowiedzi, nie cztery. W prawdziwym sprawdzianie umiejętności były opcje od a do e, a część naszych zadań ma cztery. Brzmi jak formalność, a nie jest. Inaczej się zgaduje przy strzelaniu i inaczej czyta całą listę, gdy zegar tyka - piąta linijka to realnie dodatkowa sekunda przy każdym pytaniu, a tych pytań jest sześćdziesiąt.
Zadania z przesłankami. Te, gdzie z kilku zdań trzeba coś wywnioskować. Forma się zgadzała, ale trudność nie. Nasze są za proste w stosunku do tego, co dostaje się na arkuszu - krótsze łańcuchy, mniej mylących tropów. Ta uwaga wyszła najmocniej właśnie od tej trzeciej osoby, która przerobiła u nas kilkadziesiąt pytań, i po namyśle zgadzam się z nią w stu procentach.
Największym problemem nie była żadna kategoria zadań. Był nim zegar.
Kilkanaście pytań musiałam po prostu strzelić, bo czas się skończył. Nie dlatego, że ich nie umiałam - dlatego, że nie zdążyłam do nich dojść. Wyszłam z sali z myślą "dziwny ten egzamin, za mało czasu", i to zostało ze mną mocniej niż jakiekolwiek konkretne zadanie.
I dopiero wtedy zrozumiałam, dlaczego użytkownicy naszej appki pisali w feedbacku "możliwość kontroli czasu". Dla mnie to była wcześniej po prostu jedna z opcji w ustawieniach sesji. Dla nich to była ta funkcja.
Ciekawostka na marginesie, bo policzyliśmy to potem: użytkownicy włączali timer w około 42% sesji części umiejętnościowej i 37% wiedzowej. Czyli prawie dwie trzecie sesji ludzie robią z zegarem wyłączonym, całkiem dobrowolnie, bo domyślnie da się go zdjąć. Rozumiem to doskonale, bo bez zegara uczy się przyjemniej. Sama tak robiłam.
Praktycznie: rozwiązanie zadania w spokoju i rozwiązanie tego samego zadania, gdy zostało osiem minut na dwadzieścia pytań, to dwie różne umiejętności i tylko jedną z nich trenuje się przez rozwiązywanie testów po kawałku. Ja tego nie przetrenowałam i zapłaciłam za to kilkunastoma strzelonymi odpowiedziami.
I tu jedno sprostowanie, bo sama tak wcześniej myślałam: czasu w appce nie ma za dużo. Na pytanie jest minuta, czyli dokładnie tyle, ile wychodzi na egzaminie - sześćdziesiąt pytań na sześćdziesiąt minut, dziewięćdziesiąt na dziewięćdziesiąt. Budżet się zgadza co do sekundy.
Różnica jest gdzie indziej. U nas ta minuta stoi przy każdym pytaniu osobno i po każdym startuje od nowa, a jak się skończy, to nic się nie dzieje - zegar po prostu staje. Na egzaminie budżet jest jeden, na cały arkusz. Tam pytanie, nad którym siedzisz trzy minuty, kosztuje Cię dwóch kolejnych pytań, których nie zobaczysz.
U nas nie da się przekroczyć limitu, bo nie ma czego przekroczyć - i właśnie dlatego wychodzi się z ćwiczenia z fałszywym poczuciem komfortu.
Zatem nie tyle rzecz do naprawienia, co do dopracowania. Nasz plan jest taki, że dojdą bardziej agresywne liczniki, żeby można było wybrać, w jakim tempie chcesz się mieścić z pytaniami. Osobno Michał myśli o jednym liczniku na całą sesję, wspólnym dla wszystkich pytań - i to drugie uważam za naprawdę wartościowe, bo trenuje dokładnie ten mechanizm, który mnie na egzaminie dogonił. Sama bym z tego korzystała.
Trzy rzeczy zrobiłabym inaczej i wszystkie są darmowe.
Dwa albo trzy przejścia całego arkusza pod pełnym zegarem, nie po piętnaście pytań w autobusie. Rozwiązywanie po kawałku jest świetne do nauki treści i bezużyteczne do nauki tempa.
Długo traktowałam przygotowanie jako jedną wielką robotę, a to są dwa różne projekty. Wiedzy się uczysz, umiejętności ćwiczysz - i te drugie poprawiają się szybciej, niż się wydaje, bo w dużej mierze polegają na rozpoznaniu, z jakim typem zadania masz do czynienia. Kilka wieczorów na same typy zadań daje więcej niż kolejny tydzień czytania ustaw.
Miałam wyraźną tendencję, żeby wracać do dziedzin, w których wychodziły mi dobre wyniki, bo to przyjemniejsze. Zadania z figurami odpuszczałam, bo mnie irytowały. I dokładnie tam potem oberwałam.
Jeżeli coś Cię w ćwiczeniach denerwuje, to jest całkiem niezła podpowiedź, na czym zejdzie Ci najbliższy wieczór.
Wchodzę na chwilę, bo to już moja część roboty, nie Eweliny.
Cały ten feedback siedzi u nas rozpisany na konkretne poprawki, a nie na hasło "podniesiemy jakość". Plan jest taki:
Zostawiamy dokładnie tak, jak jest, to, co się sprawdziło: wykresy, zakres tematów części wiedzowej i analizę poprzednich roczników.
Nie chcę rzucać datą. Robimy to poza gorącym okresem, żeby weszło na kolejny rocznik w całości, a nie po kawałku - dam znać, jak będzie gotowe.
Chcesz dostać informację, gdy nowa wersja będzie gotowa?
Możesz się wypisać w każdej chwili.
Zrobiliśmy własną grupę dla osób, które przygotowują się do egzaminu na urzędnika mianowanego. Wrzucamy tam pytania, które sprawiają trudność innym (mamy te dane z appki), dajemy wyjaśnienia i oczywiście można tam pytać o wszystko co związane z egzaminem. Serdecznie zapraszamy.
Grupa powstała trochę z konieczności, ale teraz się z tego bardzo cieszę. Napisałam o zdanym egzaminie i appce w jednej z grup tematycznych i post zniknął, bo grupę prowadzi ktoś, kto sprzedaje swoje materiały. Trudno się dziwić - ale skoro tak, to lepiej mieć swoje miejsce, gdzie nikt nie kasuje odpowiedzi na pytanie "jak było na egzaminie".
Testy (obie części, z wyjaśnieniem do każdego pytania) są w tym momencie darmowe i dostępne na egzamin.kutra.pl. Michał planuje w przyszłości zrobić z nich wersję płatną, ale część darmowa na pewno zostanie - taka, która realnie pomaga w nauce, żeby każdy mógł z niej skorzystać bez płacenia.
Trzymam kciuki 💪
Ewelina
Oceń artykuł
